28 lip 2015

Rozdział 1 Everyone has some secret

      - Nie!
     Courtney wzięła głęboki oddech i niepewnie rozejrzała się po pokoju, w którym się obudziła. Tak naprawdę, miała nadzieję, że to, co się wydarzyło, to tylko sen - to znacznie by ją wzmonicło. Wciąż jednak czuła przeszywający ból w okolicach skroni, który nie pozwolił jej zapomnieć o tym co się wydarzyło.
     Ponownie rozejrzała się po pokoju, który wyglądał dokładnie tak, jak ten, w jej domu. Było tak ponuro, że przeszedł ją dreszcz. Nawet mimo jasnego nastroju, czuła się niespokojnie. Nie ponawał tu również ten sam, przytulny klimat, który zawsze odczuwała. Courtney czuła się tu tak obco i miała dziwne przeczucie, że ktoś cały czas ją obserwuję. Z każdą chwilą, te przecucie zmieniało się w całkowitą pewność.
     Podbiegła do okna i rozsunęła zasłony. Miała nadzieję, że wtedy da radę zrozumieć, gdzie jest. Zmrużyła oczy, by przygotować się na światło, ale wszystko było zamurowane. Nie była w domu - tego była pewna. Poczuła, że serce zaczyna jej walić jak oszalałe, a puls przyśpieszać. Odruchowo spojrzała w górny kąt pokoju i poczuła coś więcej niż strach - nienawiść. Nieduża kamera była skierowana wprost na nią.
     Courtney nie potrafiła zdobyć się na to, by cokolwiek zrobić. Bała się, że ktoś właśnie na to przez cały ten czas czekał - na jej strach. Wiedziała, że prześladowca trafił w samo sedno. Wcześniej nie była sama, wokół niej zawsze ktoś był - teraz nie ma nikogo.
     - Dobra, wygrałeś - roześmiała się nerwowo, patrząc w kamere. - Jestem twoja.
     Czuła się dziwnie z myślą, że ktoś przez cały ten czas, może siedzieć po drugiej stronie i wpatrywać się w nią z czystą nienawiścią. Z jednej strony, nie robiło jej to dużej różnicy, bo wiedziała, że wcześniej wcale nie było inaczej. Jednak z drugiej zdawała sobie sprawę, że teraz jest w pułapce.
     Zaczęła nerwowo chodzić po pokoju, czekając na dalszy ciąg wydarzeń. Nie mogła powstrzymać się od mówienia co jakiś czas do kamery. Tak naprawdę miała nadzieję, że to coś da, a tajemniczy prześladowca dałby jej w końcu spokój.
     Podeszła do drzwi i nerwowo chwyciła za uchwyt. Chciała, by okazało się, że są otwarte, a kamera i zamurowane okna, to tylko jej wyobraźnia. Niestety - za dużo chciała. Zaczęła walić w drzwi z całych sił i ciągnąć - jakby to miało coś dać.
     - Chce wyjść - krzyczała. - Błagam, wypuść mnie!
     Po chwili jednak zastygła w bezruchu i zsunęła się na ziemię. Czuła się taka samotna i bezbronna. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że w każdym momencie C może posunąć się za daleko, a wtedy nie będzie już ratunku.


       
     Cameron nachyliła się do stojącego obok Rossa i namiętnie go pocałowała. Przez cały ten czas rozpamiętywała to, co kiedyś między nimi było. Miłość i namiętność, która ich łączyła, przemieniła się w czystą nienawiść. Podczas całowania go, nie czuła już tego, co wcześniej - pragnęła zemsty.
     - Przestań - przerwał jej Ross - Nienawidzę cię.
     Czuł się winny, że pomimo tego, co razem przeszli, wciąż siedział z nią w tym samym miejscu, co kiedyś. Zanim tak naprawdę zakochał się w Courtney, razem z Cameron spędzali tu cały wolny czas. Była to ich kryjówka, o której nikt nie wiedział. Teraz, gdy wszystko się zmieniło, w pokoju siedział sam, a Cameron nawet nie chciała do niego wchodzić.
     Cameron ponownie nachyliła się do niego, ale tym razem nie pocałowała. Z każdą kolejną chwilą czuła, jak chłopak zaczyna denerować się coraz bardziej. Czyżby się bał?
     Uśmiechnęła się niewinnie i bezlistośnie spoliczkowała.
     - Mało mnie to obchodzi, kochanie - roześmiała się. - Ważne, że Courtney czuje do ciebie to samo.
     Zrobiła wokół niego kilka kroków, tym samym wodząc dłońmi po jego skórze. Czuła, że nigdy nie była tak szczęśliwa, że nigdy nic nie poszło jej tak gładko. Za każdym razem nadarzyła się okazja, by ta dwójka jeszcze bardziej się do siebie zbliżyła - pomimo tego, że efekt miał być odwrotny.
     Przez chwilę wciąż dotykała jego nagiej skóry. Bawiło ją to, że tak łatwo może nim manewrować. Wydawało się, że teraz całkowicie ma władzę, a Ross jest bezsilny.
     - Nie potrafię zrozumieć, dlaczego to zrobiłaś? - odezwał się, kiedy ta wciąż chodziła wokół niego. - Co ona ci takiego zrobiła?
     Cameron uśmiechnęła się ponownie i bez uprzedzenia popchnęła Rossa na regał z książkami, tym samym namiętnie go całując. Robiła tak zawsze, kiedy jeszcze byli razem. Wtedy on pogłębiał pocałunek i bawił się z nią całą noc. Niestety teraz nawet na nią nie spojrzał, a to ją zabolało.
     - Naprawdę myślisz, że tu chodzi o nią, Ross? - zaczęła. - W końcu to ty wpakowałeś jej się do łóżka już pierwszego dnia, kiedy tu przyjechała i to ty, jako mój chłopak mnie z nią pomyliłeś!
     Przez chwilę próbowała mówić podniesionym tonem, jednak z czasem nienawiść wychodziła z niej sama - nie potrafiła jej powstrzymać.
     - Założe się, że podczas tego waszego krótkiego romansu, zdążyłeś ją nawet tu przyprowadzić - mówiła dalej. - Ciekawe ile razy to robiliście?
     Ross spojrzał na nią i wstrzymał oddech. Cameron dobrze wiedziała, że niebyłby w stanie przyprowadzić tu Courtney - wszystko by się wydało.
     Jego tajemniczy pokój znajdował się na strychu Akademii. W nim mógł odetchnąć i wszystko przemyśleć. Przyniósł do niego wszystkie dowody, które mogłaby znaleźć Courtney i ukrył - tak, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw. Nieraz z trudem powstrzymywał się od tego, by zaprosić do niego dziewczynę. Cameron uważała, że robi to dlatego, bo jest to ich miejsce. On jednak wiedział, że Courtney wszystkiego by się dowiedziała i za wszelką cene starał się nic nie mówić.
     - Cameron, to nie tak... - Ross zaczął się tłumaczyć.
     - Zamknij się, bo już mnie to nie obchodzi - przerwała mu. - Dawno mogłabym ją zabić, ale to nie byłaby wystarczająca kara dla ciebie, prawda?
     Teraz jej głos stał się spokojny, a nawet przesłodzony. Stanęła naprzeciwko niego i zatrzymała dłoń na jego ramieniu.
      Ross spojrzał na nią i starał się opanować oddech.
      - Co ty jej zrobiłaś?
      Jego wzrok przepełniała nienawiść i strach. Nie mógł pogodzić się z myślą, że tak po prostu może stracić Courtney.
     Cameron pocałowała go poraz kolejny, wciąż nie czując przy tym niczego, co mogłoby ją do tego zachęcić. Z każdą chwilą całowała go coraz namiętniej, a on nie potrafił nie odwzajemnić pocałunku.
      - Kochanie, nie denerwuj się - roześmiała się. - Ty już się wszystkim zająłeś.

 

      Courtney otarła kolejną łzę, płynącą po jej policzku, wpatrując się w zamurowane okno przed sobą. Czuła się tak dziwnie. Była w swoim pokoju, ale jednocześnie w ogóle do niego nie pasowała. Wciąż szukała wzrokiem jakiejkolwiek wiadomości od C, która mogłaby powiedzieć jej, dlaczego tu jest. Niestety nic nie znalazła.
     Cała jej bezsilność wyszła tak nagle. Nie mogła siedzieć w spokoju i czekać na to, co postanowi zrobić C - to ją przerastało. Czuła nienawiść nie tylko do C, ale też do Rossa. Wydawało jej się, że gdyby nie on, nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji. Zastanawiała się dlaczego Ross cały czas ją okłamywał. Dlaczego mówił, że ją kocha? Nie potrafiła tego zrozumieć.
     - Mówiłeś, że będziesz - szepnęła, żeby chodź trochę sobie ulżyć. - Nie mogę uwierzyć, że byłam taka głupia - dodała, kiedy poczuła, że znów zbiera jej się na płacz.
     Próbowała odepchnąć od siebie wszystkie wspomnienia związane z Rossem. Nie chciała, aby C wykorzystał jej nagłą rozsypkę. Wspomnienia jednak były zbyt silne i w jednej chwili przed oczami pojawiła jej się twarz chłopaka.

-Urocza jesteś. Tyle się nie widzieliśmy, a ty udajesz, że mnie nie znasz? - blondyn puścił dziewczynę i spojrzał na nią smutnym wzrokiem.

- Jestem Courtney Evans i chodzę do tej akademii zaledwie jeden dzień! Nie mam prawa cię znać - brunetka zaczęła chodzić na około chłopaka i przyglądała mu się z różnych stron. W końcu stanęła przed nim i z uniesioną głową, próbowała wyglądać poważnie.

- Kochana, zamiast się ze mną droczyć, może przyjdziesz i mnie przytulisz?
- Ja nikogo nie tulę. - Courtney nie spuszczała z niego wzroku.


     - Ale teraz nie wiesz, jak bardzo tego potrzebuje - dopowiedziała, przez zaciśnięte zęby.
     Miała cichą nadzieję, że Ross ją usłyszy i zrozumie, jak bardzo ją skrzywdził. Nigdy wcześniej nie była w takim stanie, nie wiedziała co robić. Czuła, że już nic nie będzie takie jak wcześniej.
     Stanęła po środku pokoju, a wtedy jedne z drzwi (które wcześniej za wszelką cene próbowała otworzyć) się otworzyły. Poczuła, że znów zaczyna się denerować, a świadomość o tym, że jednak jest jakieś wyjście, wcale jej nie uspokajała.
     Podeszła do drzwi i wpatrywała się w pusty korytarz za nimi. Wzięła głęboki oddech i ruszyła...
     Chodź wiedziała, że może być jeszcze gorzej.




Od autorki: Witam wszystkich po dość długiej przerwie z dodawaniem rozdziałów! Nie mogę wyrazić tego, jak bardzo chciałabym, aby wielu z Was nie widziało w tym blogu tylko kolejnego, nudnego fanfiction, a opowieść, gdzie możecie wykazać się sprytem i kreatywnością. Poza romansem staramy się też dodać wiele sekretów i kłamstw, które mogą czasem namieszać Wam w głowach... Zostawiam Was więc z rozdziałem pierwszym i czekam na wasze teorie o tajemniczym C. :)

Roxx 

9 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział <3
    Weny życzę i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. O co chodzi z rossem? Co on ukrywa? A cam? Ona napewno coś kombinuje z rikerem.

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurde! Jezu czekałam na ten rozdział tak długo! Zakochałam sie poprostu w tym opowiadaniu <3
    Rozdział super nie moge sie doczekać następnego <3
    Ps: mam nadzieje że nie będziemy musieli długo czekać na rozdział 2? XD bo ja chce wiedzieć co będzie dalej! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej! Jejku,wspaniały rozdział!
    Szablon jest genialny! :)
    Tyle tajemnic... XD
    CZEKAM NA NASTĘPNY! ;*
    zapraszam do mnie :)
    http://in-texas-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :) Jestem ciekawa co się wydarzy dalej Ross i Cameron coś ukrywają i mam wrażenie jestem pewna może nie ale to Cameron porwała Courtney.Czekam na nexta .
    pozdrawiam monia

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawaj szybko nexta. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Tyle czekałam na ten rozdział, ale nie ma co ukrywać - było warto ;) Nie rozumiem tylko jednej rzeczy... Mianowicie jak można kończyć w takim momeńcie? No jak? :)
    Pozdrawiam i czekam na szybki next :)

    OdpowiedzUsuń